Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wietnam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wietnam. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 kwietnia 2012

Wietnamska kawa

Wiedzieliście, że Wietnam jest drugim państwem na świecie (po Brazylii) pod względem uprawy kawy?
Kawę Wietnamczycy podają w szklankach (zresztą herbatę również).
Parzona jest w specjalnym małym metalowym urządzeniu, które stawiane jest na szklance.



Wietnamska kawa smakuje zupełnie inaczej niż każda, którą piliśmy do tej pory. Jest lekko słodka, z nutą kakao.
Kawę z mlekiem przyrządza się dodając słodkie mleko kondensowane więc dla kogoś kto słodkiej kawy nie pija, ta jest nie do wypicia :)
Wyjątkowym rodzajem kawy, w której produkcji pomagają łasice jest Weasel Coffee. Proces produkcyjny przypomina ten od Kopi Luwak.
Łasice zjadają ziarna kawy ale nie są w stanie ich strawić więc je wymiotują.
Producent kawy reklamuje ją jako „najsmaczniejszą zwymiotowaną kawę jaką mieliście okazję pić”.
I jest to prawda. Nie piliśmy lepszej zwymiotowanej kawy niż ta :)

czwartek, 22 marca 2012

Świątynie

Wróciliśmy :)
Zaczynamy podsumowywać naszą krótką wietnamską przygodę.

Dziś o świątyniach. Ponieważ są niezwykłe.
W miastach stoją zwykle tuż przy ulicy ale po przekroczeniu bramy i wejściu na dziedziniec wkracza się w inny świat.
Cisza, tak inna od ulicznego zgiełku, cień i przyjemny chłód, będący wytchnieniem od słońca i gorąca, zapach kadzideł oraz skupieni ludzie, którzy w odróżnieniu od tych na ulicy nigdzie nie pędzą.
Jeśli chodzi o wyznawców poszczególnych religii w Wietnamie to największą część stanowią buddyści (ok.55 %). Kolejne: animiści, katolicy, koadaiści.



Do świątyń buddyjskich wchodzi się bez butów:


W jednej ze świątyń trafiliśmy na sesję zdjęciową:

niedziela, 18 marca 2012

Ho Chi Minh czyli Sajgon

W Sajgonie był totalny Sajgon.
Piekielnie gorąco, wilgotno, strasznie głośno i bardzo tłoczno. To wszystko uderzyło nas gdy tylko wysiedliśmy z autobusu (w którym też był Sajgon - gorąco, niewygodnie, wszystko popsute, palący kierowca, przeboje Abby, klakson używany średnio co 15 sekund).
Najpierw z całym ekwipunkiem szukaliśmy hotelu. Wzięliśmy jakiś dziesiąty z kolei oglądany pokój, z braku sił do dalszego szukania. Wieczorem wydawało się, że nasz pokój ma okno. Rano, gdy obudziliśmy się w totalnej ciemności, okazało się że owo okno jest zamurowane :)
Zmieniliśmy więc hotel.
Nasz kolejny pokój był wielki i miał nawet balkon z widokiem na skrzyżowanie. Niestety oprócz widoku mieliśmy też cały uliczny hałas w pakiecie.

Sajgon podzieliliśmy sobie na dwa dni.
Jeden dzień pieszo. Drugi dzień na skuterze (dla Piotra jazda skuterem po Sajgonie to nowy ulubiony sport ekstremalny :)).
Oglądaliśmy targi, na których można kupić wszystko.
Wstępowaliśmy do świątyń, które czczą rozmaite bóstwa.
Spacerowaliśmy wąskimi uliczkami pomiędzy starymi budynkami.
Podziwialiśmy nowoczesne wieżowce.

Czas wracać. Przed północą wylatujemy z Wietnamu, więc podsumowanie podróży napiszemy już z domu.
























wtorek, 13 marca 2012

Dalat

Dalat odkryli Francuzi w czasie swojego panowania w Indochinach. Tutejszy klimat ze względu na wysokość (pow. 1600 m n.p.m.) jest ucieczką od wysokiej temperatury i wilgotności południa Wietnamu.

Sam przyjazd do Dalat to malownicza trasa wśród gór, po serpentynach dróg w bardzo kiepskim stanie z dość nierozsądnymi kierowcami busów. Widoki jednak świetne.
Miasto ma architektonicznie przynajmniej dwa oblicza. Dotychczas nam znane wietnamskie (fuj), inne, trochę kiczowate próbujące przywołać Paryż, ale również takie ze świetnymi willami położonymi na zboczach wokół Dalat, które podziwialiśmy w czasie przejażdżki na motorze.

Łagodny klimat okolic Dalat pozwala uprawiać mnóstwo warzyw i owoców, które podziwialiśmy na kolorowym targu. Jednak pięknie wyglądające truskawki okazały się smakiem nie dorastać do pięt naszym polskim. Spróbowaliśmy orzeszków ziemnych, które były smaczne choć tak świeże, że bardziej przypominały mokrą fasolę. A do kolacji po raz pierwszy w Wietnamie wypiliśmy butelkę miejscowego (słynnego na cały kraj) wina, które w naszej ocenie jest tylko przeciętne.

 
 
 
 
 
 

W Dalat znaleźliśmy "Crazy House", duży dom realizowany wg szalonej wizji pani architekt. Przypomina trochę projekty Gaudiego. Projekt jest naprawdę szalony, a ilość korytarzyków, pomieszczeń nie pozwala oddać na zdjęciach poziomu szaleństwa:

 
 
 
 

A tu parę zdjęć z okolic Dalat: