czwartek, 29 lipca 2010

O języku

Znajomość języka kraju do którego się wybieramy jest ważna. Choćby kilka słów powinniśmy mówić po "ichniejszemu".
Nasz znajomość hiszpańskiego była bardzo mizerna. Co prawda zaliczyliśmy jeden semestr w szkole hiszpańskiego ale to co z tego semestru nam pozostało w głowach nie było imponujące, oj nie.
W związku z naszą mizerną umiejętnością posługiwania się hiszpańskim mieliśmy wiele zabawnych sytuacji.
Na przykład:
- De donde eres? - pyta mnie miły pan w sklepie przy kasie
- No, gracias, eso es todo. - odpowiadam ja

A teraz ten sam dialog w tłumaczeniu:
- Skąd jesteś?
- Nie, dziękuję, to wszystko.

Kiedy w Chile trafiliśmy do domu przemiłego Hectora, z którym rozmawialiśmy wyłącznie po hiszpańsku było jeszcze zabawniej. Po obejrzeniu domu i zajęciu pokoju Hector zaproponował nam wspólny obiad u cioci. Mówił, że będzie dużo jedzenia, wymienił wszystkie rodzaje mięsa, których będziemy mogli spróbować. Ponieważ na jednej z lekcji hiszpańskiego uczyliśmy się nazw zwierząt to wiedzieliśmy o czym mówił. Tak nam się przynajmniej wydawało.
Jako, że byliśmy strasznie głodni ochoczo przystaliśmy na propozycję Hectora. Wzięliśmy wino z plecaka i poszliśmy razem z naszym gospodarzem na rodzinną ucztę. Kiedy doszliśmy do domu cioci Hectora, okazało się, że zwierzęta owszem są, ale żywe i wcale nie nadają się do zjedzenia.
Pooglądaliśmy sobie więc owce, króliki, kury, konie a wino zabraliśmy z powrotem.

Znajomość języka przydawała się głównie w sytuacjach szukania drogi.
My pytaliśmy jednym prostym zdaniem jak trafić gdzieś tam, na co dostawaliśmy dziesięciominutowy wykład, z którego nie rozumieliśmy nic.

Uczcie się więc języków. Przydają się czasami :)

sobota, 26 czerwca 2010

Koszty - informacje dla planujących wyjazd

Namawiany przez innych podsumuję podróż pod kątem finansowym.
Wydatki zapisywałem w płaconej walucie, więc przyda się tabelka:

Przy tak długim wyjeździe ważną sprawą stał się niestety kurs walut. Wystarczy spojrzeć na wykres USD/PLN dla tych trzech miesięcy.


Zaczęliśmy więc bardzo dobrze. Bilety oraz walutę na wyjazd kupilśmy przy kursie poniżej 2,90PLN za 1USD.
Na szczęście używaliśmy w trakcie wyjazdu kart kredytowych i bankomatowych, co pozwoliło wymienić cześć taniej kupionych dolarów dopiero pod koniec wyjazdu, kiedy kurs znacząco podskoczył.

Od początku:
1. Bilety lotnicze
Warszawa-Rzym-Buenos Aires; Buenos Aires-Rzym-Warszawa - linie Alitalia - 3900zł/sztuka.
Podobna cena była możliwa też w Iberia, lot przez Madryt.
Taniej można było kupić bilety w opcji: tanie linie lotnicze do Rzymu bądź Madrytu i dalej Iberią lub Alitalią do Ameryki Południowej za ciut ponad 800 Euro.

Buenos Aires-Ushuaia - Argentinas Airlines - 1000zł/2 sztuki.
Tu też można zaoszczędzić trafiając na promocje. Można próbować kupić bilet z terenu Argentyny, gdyż bilety dla obywateli są 20-30% tańsze.
Bywa też taniej w liniach lotniczych Lade , ale latają rzadko i są słabo zorganizowani oraz nie można ufać ich rezerwacji on-line.

2. Noclegi
Argentyna
Hostel w Buenos Aires (pok. 2 os.,łazienka) - 170 peso za dzień.
Apartament w Buenos Aires (kompletne małe mieszkanie) - 45USD za dzień.
Hostele na południu (dorm 3-6 os.) - 40-60 peso za osobodzień.
Hostele w Patagonii (pok. 2 os. łazienka) - 140-200 peso za dzień.
Cabanas (malutki domek 2 os. łazienka) - 100 peso za dzień.
Hotel w Bariloche (pok. 2 os. łazienka) - 80 peso za dzień.
Apartament w Mendozie - 110 peso za dzień.
Chile (chilijskie peso)
Hostel w Santiago de Chile (dorm) - 8000 peso za osobodzień.
Hostel w Santiago de Chile i Valparaiso (pok. 2os.) - 20 000 peso za dzień.
Hostel w San Pedro de Atacama (pok. 2 os.) - 10 000 - 18000 peso za dzień.
Argentyna
Hostele na północy (Salta, Jujuy) (dorm) - 25-50 peso za osobodzień.
Hostele na północy (Salta, Jujuy) (pok. 2 os.) - 90-125 peso za dzień.

3. Przejazdy (za bilet)
Argentyna
Buenos Aires
bilet na metro - 1,10 peso.
bilet autobusowy (centrum) - 1,10-1,25 peso.
autobus na lotnisko nr 8, 86 - 2 peso.
Ushuaia - taksówka z lotniska - 22 peso.
taxi do Glaciar Martial - 21 peso.
busik do Glaciar Martial - 15 peso za 2 osoby.
busik do Lago Esmeralda - 35 peso za osobę.
Ushuaia-El Calafate - 275 peso.
El Calafate - El Chalten - 70 peso.
El Chalten - Los Antiguos - 217 peso.
Los Aniguos - Chile Chico - Los Aniguos - 25 peso.
Los Aniguos - Bariloche - 255 peso.
Bariloche - Mendoza - 225 peso.
Mendoza - Santaigo de Chile - 90 peso.
Chile
Santiago - Valparaiso - 3 800 peso.
Valparaiso - San Pedro de Atacama - 35 000 peso.
San Pedro de Atacama - Salta - 19 000 peso.
Argentyna
Purmamarca-Tilcara - 5 peso.
Tilcara - Humahuaca - 5 peso.
Humahuaca - Salta - 53 peso.
Salta - Iguazu - 312 peso.
Puerto Iguazu - Foz de Iguazu - 5 peso.
Iguazu - Buenos Aires - 204 peso.

4. Jedzenie (przykładowe ceny, należy przyjąć, że na południu i całej Patagonii było nawet 100% drożej natomiast na północy (Salta i Jujuy) ok. 50% taniej niż w Buenos Aires).
Buenos Aires
stek w restauracji - 35-40 peso
sałatka - 15-18 peso
wino małe 375ml - 12-18 peso
wino duże 700ml - 24-40 peso
milanesa - 15-25 peso
nakrycie 4-6 peso(czasami nie doliczają)
kawa, herbata -5-9 peso
drink -20-25 peso
kawełek ciasta w cukierni 25dkg - 12 peso
duża pizza i piwo 1l - 70-80 peso

sklepy:
4 małe bułeczki w sklepie - 2 peso
4 pomidory - 3 peso
piwo 1l w sklepie - 3,3-4 peso$
wino w sklepie (takie jak w Polsce za 25-30zł) - 11-12 peso
woda duża 2l - 3,75-6 peso
woda mała - 2,5-4 peso

Ushuaia
obiad w restauracji od 40 peso
wycieczka łodzią - kormorany, lwy morskie, spacer po wyspie (4h) - od 150 peso
wycieczka - bus, łódź - spacer z pingwinami - 250 peso
piwo w pubie - 0,5l - 20 peso
piwo w pubie 0,375 - 15 peso

5. Inne
pranie, suszenie, składanie 15-30 peso
wstęp na stadion Boca Juniors - 20-30 peso (z muzeum i bez)
wstęp do Parków Narodowych Patagonii 50-75 peso (w El Chalten za darmo)

Podane ceny bazują na naszych doświadczeniach.
O ile ma się ochotę na dłuższe poszukiwania miejsca do spania bądź jedzenia można znaleźć tańsze opcje. Droższe również. 
 
Mapa podróży
Pokaż Argentyna&Chile 2010 na większej mapie

wtorek, 1 czerwca 2010

O samochodach

Argentyna ma dużo starych samochodów. Czasem są bardzo, bardzo stare i bardzo, bardzo zniszczone. Czasem są nawet niekompletne. Ale jeżdżą. W końcu do tego auto ma służyć, nie?

W pewnym momencie naszej podróży zastanawialiśmy się czy nie kupić takiego starego, zniszczonego samochodu, wrzucić plecaki na pakę i pojechać przed siebie a przed wylotem spróbować go sprzedać. Ale nie zrobiliśmy tego. Chyba z braku czasu.

No to teraz kilka zdjęć z cieszącymi me oczy pojazdami różnymi:

W Buenos Aires popularnym paliwem jest tak jak w Polsce gaz LPG. Na gazie jeżdżą przede wszystkim taksówki. Tankują za to inaczej - wlew mają pod maską.









Motorów nie ma tak dużo jak w Azji. Za to niektóre mimo braku paru części nadal jeżdżą.














Citroen 2CV - najpiękniejszy samochód świata. Oczywiście pewnie tylko dla mnie :)
Mam nadzieję, że kiedyś będę jeździć takim niebieskim... Albo zielonym :) Z naciskiem na JEŹDZIĆ.














środa, 26 maja 2010

Cmentarze

Dziś o cmentarzach.
Pierwszy, który odwiedziliśmy to Recoleta w Buenos Aires. Cmentarz piękny, bogaty, bardzo wytworny.
Tu spoczywa m.in. Evita Peron:







Całkiem inny jest malutki cmentarz położony wysoko w górach u stóp Aconcagui.
Spoczywają tam alpiniści, którzy zginęli w górach. Na szczycie cmentarza stoi krzyż a na nim wiszą buty trekkingowe...
Bardzo klimatyczne miejsce:






Pradawny cmentarz w Tilcarze:



Niezwykle kolorowy cmentarz w Humahuace:





Cmentarz Generalny w Santiago.
Ogromny. Tak ogromny, że można po nim jeździć samochodem. Ma uliczki z nazwami.
Niektóre grobowce mocno ucierpiały w związku z ostatnim trzęsieniem ziemi:











San Pedro de Atacama. Bardzo skromny a przy tym niezwykle kolorowy, pełen kwiatów z bibuły. Na większości grobów nie ma żadnych dat:





czwartek, 20 maja 2010

Podsumowanie

Wróciliśmy cało i zdrowo.
I wcale nie przeżyliśmy szoku pogodowego - tam też marzliśmy przecież.
Za to ja przeżyłam szok zieloności - już zapomniałam, że wiosna tutaj jest aż tak zielona. I piękna!
Własne łóżko i własna łazienka wydają się luksusami, naprawdę.
A ilość warzyw pod Halą Mirowską przyprawił mnie o palpitacje serca, wszystko chciałam kupić i ugotować!

A teraz nasza podróż w liczbach:
W sumie przejechaliśmy jakieś 13500 km.
W autobusach spędziliśmy około 140 godzin.
Spaliśmy w 24 miejscach.
Poznaliśmy wiele osób z czego z kilkoma korespondujemy a 2 zaprosiliśmy do Polski.
Spotkaliśmy 3 Polaków plus panią Anię o polskim pochodzeniu.
Wypiliśmy duuuużo wina.
Przekroczyliśmy założony budżet (znacznie).

Dziękujemy Wam bardzo za kibicowanie nam i za zaglądanie tutaj.
Blog będzie istniał. Wszak to nie była nasza ostatnia podróż :)
Zresztą może zamieścimy tu jakieś wspomnienia argentyńsko-chilijskie.

I jeszcze kilka zdjęć. Tym razem ludzie: